|
wtorek, 28 lutego 2012
Napiszę może niedługo coś teoretycznego, bo pisanie o sobie ewidentnie mi nie leży... Wpis poprzedni skasowany.
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Ostatnio mam sporo pracy i na nic narzekać na mogę z wyjątkiem braku czasu, więc nie mam czasu na szukanie kobiet, tym bardziej że przy PA niczego mi nie brakuje. Poza tym nic mądrego, ani odkrywczego na tematy damsko-męskie do głowy mi nie przychodzi, więc najwyższa pora zająć się tworzeniem własnej firmy, bo jeśli zamierzam zostać miliarderem, to wypadałby już zacząć :)
Kilka obrazków może jeszcze wrzucę, bo one czasem lepiej oddają dystans do życia i opisują męsko-damski mix nie moje pseudointelektualne wypociny :P
czwartek, 18 sierpnia 2011
Pracy mam dużo i nie mam czasu nie pierdoły, więc damsko-męsko-obrazkowo :)
Enjoy your weekend! Pozdro853
piątek, 29 lipca 2011
Dawno mnie nie było, ale teraz jestem i złapałem dziś wenę na temat, którym bardzo pragnę się z wami podzielić, niczym relacją z orgazmu zakończonego w ustach mającego miejsce na meczu mojej ukochanej po ostanim strzelonym, zwycięskim karnym o mistrzostwo! TAAAAAAAAAAAAAK! :) Hipstersi - temat ostatnio modny, ale o co chodzi? Już śpieszę wyjaśnić, że chodzi o bycie alternatywnym, jaranie się rzeczami, które są fajne, bo ciężko je znaleźć, a jeśli nikt o nich (np. artystyach) nie słyszał i nikt absolutnie kurwa nie wie o co kaman (najlepiej, żeby artyści sami o sobie nie słyszeli), to wtedy jest zajebiście. Niszowość, sztuka, oryginalność, ucieczka od mejnstrimu i gustów ugruntowanych, czyli hipsterstwo choroba dzisiejszych młodych intelektualistów.
Hipster (def.) - oznacza młodego człowieka (zazwyczaj w wieku od 16 do około 30 lat), zorientowanego na niszową kulturę muzyczną i modową. Hipster słucha niszowej muzyki, uwielbia niezależne kino i kluby, o których nie zdarzyło jeszcze usłyszeć szerokie grono odbiorców. Takie osoby ubieraj się najczęściej w koszule w kratę, czarne rurki, marynarki, okulary Ray Ban i zwykłe trampki. Moje zdanie jest takie, że moda ta obecnie stała powszechnym trendem, który opanował licea i uczelnie wyższe w dużych miastach. Z subkultury zrzeszającej, muzyków, pisarzy, plastyków, ludzi teatru i innej maści artystów, którzy w swoim dość wąskim gronie byli niegroźni, stała się masowym trendem wśród społeczeństwa młodych, którzy szukając swojego stylu podążają za tłumem. Kiedyś był hip-hop, grunge, punk, potem było emo, jednak kryzys wpędził nas w hipsterstwo, choć RayBany do tanich nie należą. Problem leży po stronie tzw. followersów, którzy po prostu chcą być trendy, jazzy, cool and stajlisz, a ogólnie są dość żałośni. Jakby były modne majtki (koniecznie markowe) noszone na spodniach przodem do tyłu i to było by oznaką bycia alternatywnym i fajnym, też by je nosili. To właśnie są hipsterzy, czyli pozerzy próbujący udawać alternatywnych. Niestety przez umasowienie nurtu sztuki alternatywnej, ciężko stwierdzić, kto teraz tak naprawdę jest artystą, a kto idiotą próbującym go udawać. Czy wywijający fallusem nagi DJ serwujący sety w znanym alternatywnym klubie, skąd hipsterzy wychodzą tabunami, jak z fabryki, jest artystą? Może jakby miał wielką pałę i serwując muzę, rozbijał nią orzechy w rytm muzyki typu dupstep (cokolwiek to jest) to wtedy było nieźle, ale jeśli tego nie robi, to dla mnie jest zwykłym pojebem. Jak w każdym nurcie, także i w hipsterlandii znajdują się obiekty warte zainteresowania nawet dla samca alfa. Ładne dziewczyny związane z muzyką, filmem, architekturą, czy innymi formami sztuki. Studiujące na kierunkach humanistycznych, jak filologie, psychologie i inne logie. Otwarte na ludzi, o wysokiej tolerancji dla odmienności, wysokiej wrażliwości, ogólnie wyluzowane, ale niezależne i twardo zwalczające wszelkie objawy homofonii, szowinizmu, chamstwa i narodowo-katolickich poglądów. Ładne, wrażliwe, otwarte, ale nie puszczalskie, bo przecież niezależne, hipsterki wcale nie są łatwym celem, więc jeśli nie jesteś niespełnionym reżyserem, albo poetą, lub jeśli twoją trupa awangardy teatralnej nie wystawiała ostatnio spektaklu w okolicach Metra Centrum, to musisz się nieźle napocić, żeby coś wyrwać. Przedstawiciel mejnstrimu, szowinista, homofob, orędownik patriarchalnego modelu rodziny, cham i prostak jest wręcz idealnym adwersarzem dla hipsterki… więc jak zaciągnąć ją do łóżka?
Drogi są dwie: podobieństwa lub różnice. Wiadomo, że podobieństwa budują i jest to easy way. Ale po co iść na łatwiznę? Jak ktoś lubi to można pojechać nad polskie morze dobrą furą z grubym portfelem lub pójść do klubu, gdzie leci Acapulco. Dlatego warto próbować z grubej rury, bo jak pisał Oscar Wilde „Lepiej kobietę oburzać, niż nudzić”, więc jeśli nie idziecie drogą podobieństw to warto starać się być otwartym, tolerancyjnym opowiadać o ambitnych filmach jakie się widziało i przypomnieć sobie najbardziej offowy element sztuki jaki kiedykolwiek widzieliście. Należy do tego być za związkami partnerskimi, chcieć aby geje mogli adoptować dzieci i ogólnie pierdolić dyrdymały wymyślone na poczekaniu, które sprawią że okażecie się bratnimi duszami i wasz seks to nie będzie zwykłe bzykanie, tylko zostanie to nazwane przedsięwzięciem artystycznym, choć w dobre rżnięcie zawsze można to dość łatwo zamienić. Wbrew pozorom kobiety, które lubują się awangardzie, są bardzo dookreślone seksualnie. Czasem niestety jako les, a już dość często jako zdeklarowane biseksualistki, co fajnym jest, choć wcale nie łatwym zadaniem, żeby sprawić jak śpiewał Maleńczuk "ona by chciała do trójkąta..." Na pewno są to też kobiety z inicjatywą, które samym faktem bycia inną oraz ładną jednocześnie (mówimy cały czas o kobietach obiektywnie ładnych reprezentujących ten nurt) pokazują, że mają siłę przebicia i nawet jeśli ubierają się jak totalne bezguście w różowe kalosze i wełniane czapki do zadużych marynarek, to bronią się ładną buzią i niezłymi cyckami. Z resztą już jest gorzej, bo prawdziwi artyści nie inwestują przecież w ciało tylko w duchowość i umysł. Takie kobiety szukają silniejszego od siebie faceta, więc w towarzystwie pizdowatych gości w zasadzie konkurencji brak. Nie mniej jednak przyjście w laczkach i koszuli na takie zbiorowisko, było to tak samo mądre jak przyjście w dresie na paradę gejów. Dlatego też należy próbować wtopić się tłum przynajmniej trochę. Wtedy można próbować strategii zdecydowanie bardziej ryzykownej, czyli "na dyskutanta". Wygłaszanie poglądów, że geje nie powinni mieć praw do adopcji wystarczy, aby nie trzeba było sięgać po teorie szowinistyczne. Umiejętność obrony swojego zdania będąc w mniejszości daje pozytywne efekty. Jednak muszą znaleźć się jakieś punkty wspólne, aby doszło do czegokolwiek, więc najlepiej działa zmiana tematu na mniej kontrowersyjny. Reszta jak się potoczy, tego nie wiedzą najstarsi górale. Hipsterki preferują grę dość długą i intesywną wstępną, dominację w łóżku (pozycje z partnerką na górze) i są do niej niejako przyzwyczajone. Jednak wiele z nich w ogóle nie uprawia seksu (jak twierdzą: z wyboru), bo będąc silnymi, niezależnymi kobietami, a poruszając się w towarzystwie pizdowatych gości i gejów, rzadko trafiają na kogoś, kto by je po prostu dobrze zerżnął. Dlatego taki związek z facetem o poglądach tradycjonalno-nietolerancyjnych jest skazany na długotrwałą relację typu friends with benefis, bo będzie opierał się na dobrym seksie i starciu różnic kulturowych. Bez szans na dłuższą relację, chyba, że obie strony będą umiarkowane w swoim poglądach. Niestety jak to artystyczne dusze przystało, hipsterki są niestabilne i nadwrażliwe, więc dłuższe przerwy nawet w luźnych relacjach mogą się niestety zdarzyć. Oczywiście, że może trafić się hipsterka-mimoza, która będzie leżeć jak kłoda albo nie da się dotknąć, ale od takich przypadków nawet niniejszy poradnik nie jest Cię w stanie drogi czytelniku uchronić. Tak więc nie ma co siedzieć przed kompem i się umartwiać, tylko biceps prężymy, klatka do przodu i róbcie jak mawia guru podrywu Barney Stinson. “When I get sad, I stop being sad, and be AWESOME instead” pozdro690 ps. Jeżeli mój blog jest niszowy i alternatywny, wtedy z czystym sumieniem dalej będę nosił trampki i RayBany bez udawanego wstydu. Także dzięki ;)
czwartek, 19 maja 2011
Jest dobrze. Jak mówi mój przyjaciel „jesteśmy już w tym wieku, że mamy kasę i sporo doświadczeń, a nadal jesteśmy młodzi”.
Znajomość z Panią Architekt rozwija się i pomimo, że na początku trochę byłem zblokowany to miesiąc po rozstaniu z Małą Czarną nastąpiło przełamanie. Było naprawdę dobrze. Mała, kompaktowa dziewczynka okazała się absolutnie kompatybilna względem mnie a że o podobnym temperamencie i potrzebach. Narzekająca jedynie na peeling jaki jej zafundowałem 3-dniowym zarostem, więc całość z perspektywy 5 wspólnych nocy na przestrzeni niecałych 2 tygodni mogę ocenić tylko pozytywnie.
Ogólnie to miałem urodziny. Zrobiłem 2 imprezy w moim 37 metrowym apartamencie i na każdą przyszło 35-40 osób. Było grubo, sąsiedzi jeszcze długo będę to przeżywać, wspólnota wszczęła postępowanie w tej sprawie, ale nic to, bo było pięknie. Zazwyczaj po takich spędach śpię sam, bo nikomu nie poświęcam zbyt wiele uwagi i nikogo nie wyróżniam, ale po sobotniej imprezie Pani Architekt zadeklarowała, że nie zostawi mnie samego z tym bałaganem i pomogła mi posprzątać :)
Kilka opcji spotkań, które były pokłosiem pięknych 2 dniowych urodzin odłożyłem na razie w czasie. Uzyskałem zalążek regularności w postaci relacji z P.A. i na razie nie mam potrzeby „rozmieniania się na drobne” jak mówi moja mama. Nie chce jej oszukiwać i pomimo, iż nic nie zostało ustalone, to moje imperatywy już wywierają na mnie nacisk, aby nie skrzywdzić tej dziewczyny i nie sypiać z innymi, skoro już mam ją. Dlatego na razie jestem grzeczny :)
Nie potrzebuje teraz kobiet w zasadzie, spokojnie poradziłbym sobie sam, ale zawsze daję szansę nowym znajomościom, jeśli kadydatka przebrnęła przez moje ostre sito selekcji. Wydaje mi się, że nie jestem jeszcze gotowy na związek, ale nie chce tego za bardzo rozkminiać. Może brak kompletnego zauroczenia w tym przypadku, które tak mocno wystąpiło od początku relacji z Małą Czarną, powoduje, że czegoś mi brakuje, że nie czuję, że to „ta jedyna”, że to mój ideał… nie wiem, ale na razie jest ok, więc może to i dobrze, bo jak głosi Oscar Wilde „mężczyzna może być szczęśliwy z każdą kobietą, o ile jej nie kocha…”.
Zdaje sobie sprawę, że brakuje mi tylko tych uczuć, które towarzyszyły naszej relacji z M.C, a nie jej samej jako osoby, to jednak każdy jej podjazd emocjonalny, choćby poprzez jej głupie zdjęcia na FB, po prostu nadal jeszcze mnie rusza.
Są imprezy, sporty, regularny seks i sporo pracy, więc wszystko powoli wraca do normy. Mój krótki romans z papierosami, kompanami whisky podczas samotnych, letnich nocy na balkonie też na razie się przedłuża. Taki kaprys zwiększający poziom socjalizacji w tłumie i sprzyjający refleksji w samotności „papieros jest doskonałym przykładem doskonałej rozkoszy, bo sprawia przyjemność, a nie zaspokaja”.
Za 35 dni tydzień urlopu windsurfingowego, projekt plaża 2011 w toku, więc czekam na te piękne dni i setki tysięcy pięknych kobiet z całego świata do poznania podczas wakacyjnych wypadów. Jak w reklamie "Będzie się działo!" :)
Już mam w głowie kolejny wpis damsko-męski „Najczęstsze błędy popełnianie przez mężczyzn w relacjach”.
Będzie i śmieszno, i straszno.
Do zobaczenia na mieście!
sobota, 23 kwietnia 2011
Muszę po prostu kurwa muszę. Blog w formie terapii jest najlepszą z możliwych opcji. Wybaczcie, ale to takie moje i nie poczytajcie mi tego grzechu. Jestem zerojedynkowy. Albo stawiam coś na jedną kartę, albo odpuszczam, gdy tego nie widzę. Jestem chyba wymarłym gatunkiem, który dla własnej wygody nie trzyma sobie ciepłego kurwidołka i podejmuje rewolucyjne decyzje. Nauczyłem się tego, urosły mi jaja, choć i na to potrzeba było czasu i kilku doświadczeń damsko-męskich.
Po roku emocjonalnego rollercoastera, gdzie spotkałem prześliczną dziewczynkę i zakochałem się w niej strasznie i bez pamięci, wodząc za nią pijanym wzrokiem na imprezach i zgadzając się na wszystko, dając z siebie jednocześnie 100% doszedłem do wniosku, że ona z siebie 100% nie daje… że mówi, że kocha, ale gdy jest źle, to już nie mówi… że gdy ja mam gorszy dzień i nie jestem już samcem alfa, marząc aby ktoś mnie przytulił, pogłaskał to głowie, to mam się nad sobą nie użalać… że gdy pojawia się jakiś problem, to zamiast stawić mu czoła i rozwiązać ona ucieka… że gdy ustala priorytety jestem na miejscach od 4 do 10… i że kompletnie nie mogę być pewien przyszłości, bo ona będąc w zupełnie innym miejscu swojego życia nadal myśli bardziej o swoim życiu, niż o naszym…
Zakochałem się strasznie bardzo, starałem się być cierpliwy, wyrozumiały i mądry w swej miłości, jak zwykle zalałem ją swoim uczuciem i chciałem spędzać z nią każdą wolną chwilę, siłę dawała mi sama jej obecność, jej uśmiech, staranie się, głupi sms że jest ktoś kto mnie kocha… jednak słowa, to nie wszystko, a czyny zmieniające się w zależności od sytuacji są niestety nic warte.
Kiedy zabierasz kobietę na wyjazdy zagraniczne, do restauracji, kina, kupujesz kwiaty, biżuterię i inne bzdury, które mają pokazać, że myślisz o niej i Ci zależy, to oczekujesz po prostu podświadomie, że ona to doceni, bo nie jest to jebany standard, tylko najlepsze co możesz z siebie dać. Kiedy zaś kobieta jest rozpieszczoną księżniczką przyzwyczajoną do prezentów, adoracji, z milionem potencjalnych adoratorów, to ocenia to jako coś fajnego, ale bez przesady. Ktoś, kto nie miał złych doświadczeń, nie dostał w życiu naprawdę po dupie, nie potrafi docenić poświęcenia innych…
Problem był właśnie z tym poświęceniem. Jeśli kogoś naprawdę kochasz, jesteś w stanie zrobić wszystko, nagiąć wszystkie swoje rzeczy do tej drugiej osoby, poświęcić się, bo wiesz, że to jej sprawi radość i chcesz to robić sama z siebie. Proste.
Nigdy jej nie zdradziłem. Nie potrafiłbym i byłoby to sprzeczne z moimi zasadami, ale kiedy najpierw pokazała, że potrafi być bezwzględna i wyrachowana co opisałem we wpisie „Jak najlepiej zjebać komuś urlop” to potem powtórzyło się to w Sylwestra. Dostała na przełomie roku ode mnie kolejną szansę i znowu były 3 miesiące sielanki. Potem ona wymyśliła sobie, że potraktowałem bez szacunku jej mamę, bo jak rozmawialiśmy odebrałem telefon! No ja pierdolę! To był powód jest wycofania się, zdystansowania się i braku mówienia że mnie kocha… kolejny krok w tył... Mogłem to rozwiązać jak 90% facetów, powiedzieć, że nam się nie układa i dajmy sobie luz, a potem zobaczmy co wyjdzie… ona właśnie tego chciała, nie chciała być naciskana, przytłaczana miłością, moim wymaganiami i oczekiwaniami, po prostu nie była na to gotowa i się nie zakochała tak mocno, jak ja. I can not blame her for that. Ale ja wiem, że żeby była gotowa na prawdziwą miłość i zobowiąznia, to jeszcze ze 3 lata spokojnie bym poczekał będąc chłopakiem na wyjazdy i weekendy, a to po prostu mnie męczyło i nie tego chciałem...
Po wyjeździe do Włocha na narty powiedziała mi, że „dziękuje za wyjazd, kocha mnie, ale musi ode mnie odpocząć”. Ja wychodzę z założenia, że jeśli kogoś kochasz naprawdę, to jest całym twoim światem i jest pieprzonym numerem jeden, przed pracą, hobby, rodziną i przed wszystkim co dla Ciebie ważne!! Ty wybierasz i Ty stawiasz tą osobę na pierwszym miejscu, niezależnie od sytuacji, niezależnie od tego, czego od Ciebie wymaga ta decyzja. Po prostu albo miłość ponad wszystko, albo.. albo nic.
Pojechała na tydzień do domu rodzinnego uciekając od problemów oznajmiając mi smsem, że właśnie wyjeżdża z Warszawy bez żadnej informacji, kiedy wróci… nie było jej tydzień… kontakt sporadyczny… zadzwoniłem jak wróciła, powiedziałem, że miałem spotkanie w pobliżu (co w zasadzie było prawdą) i czy mogę wpaść na 15 minut ją zobaczyć.
Przyjechałem powiedziałem, że męczę się obarczając ją tak mocno swoją miłością, że jej dystansowanie powoduje u mnie frustrację, że nie chce się odkochiwać i dystansować bo tylko mnie to męczy i jeśli nie mogę być z nią cały czas, to nie widzę tego na dłuższą metę i chcę to zakończyć.
Powiedziała, że szanuje moją decyzję i że nie chce mnie ranić odzywając się, choć będzie to dla niej trudne. Jeszcze było kilka kwestii o tym, że się poniekąd spodziewała, ale zamiast walczyć nastawiła się na minimalizację obrażeń. Wniosek prosty: Nie zależało jej tak mocno.
Zgłosiła się po paru dniach z smsem, że „jej mnie brakuje i że wie, że będzie jej coraz trudniej”. Dostała odpowiedź jak od przyjaciela: „Teraz już wiesz, jak ja się czułem, gdy Cię potrzebowałem, a Ciebie nie było. Pierwszy tydzień jest najgorszy. Potem będzie tylko lepiej. Nie myśl za dużo i zajmij się czymś. Pozdrawiam. R.” Więcej się nie odezwała. Jakieś podjazdy emocjonalne były przez Fejsbuka, czy czat, ale olałem je. Ponad 2 tygodnie trzymam ciszę i zacząłem się leczyć. Moja mama mówi, że z nieodwzajemnionej miłości człowiek szybciej się leczy. Ja choć napisałem teraz wszystkie rzeczy, które się we mnie kotłują, to na zewnątrz jestem spokojny i trzymam się świetnie. Za dużo już przeżyłem, żeby płakać w poduszkę, choć jak każde rozczarowanie boli, to akurat boli mnie bardzo.
No nic, jest pani architekt 25, z którą wczoraj byłem na squashu, potem na quesadilach i na herbatce u mnie, którą skończyliśmy grzecznie o 2 w nocy, więc mam sąsiadkę 3 minuty od domu, która jest brunetką 160 cm o pięknych oczach i bagażu nienajlepszych doświadczeń z facetami. No i od razu wpadła mi w oko na jednym weselu, choć partnerkę akurat wtedy miałem, więc rozwijam to dopiero teraz :)
Jest moja nigdy nie spełniona miłość z grupy dziekańskiej, która ostatnio ostro zaprzeczyła jakobym nie pociągał jej seksualnie, a która jest w trakcie krystalizowania statusu swojego związku lub jego braku z facetem, z którym mieszkała parę lat i przyjęła wstępnie propozycję mieszkania u mnie póki nie znajdzie sobie mieszkania (bo skończyła jej się umowa najmu).
Jest też aktorka w Poznania, która przeprowadza się do Warszawy i jest małą, rudą suką (przynajmniej tak o sobie mówi), więc zapowiada się gorąca wiosna i lato. Jest kilka innych numerów telefonów, których nie skasowałem i które zostały aktywowane. Płakać nie będę, ale tylko środki przeciwbólowe które mi są teraz potrzebne, bo nadal będę ją kochał, wracał do niej i dopiero, kiedy naprawdę coś/ktoś mnie odwróci od tego to są szanse, żebym znowu mógł być szczęśliwy.
Kolejna whisky z colą i chyba na tym zakończę i pójdę spać. Mój przyjaciel wykańcza apartament w śródmieściu i znowu z przymusu sezon łowiecki trzeba będzie rozpocząć. Kolejne kreski na ścianie, brak zaangażowania, maska skurwysyna… można, ale po co?
Chyba tylko po to, żeby przeczekać, bo gdy przyjdzie coś pięknego, tak samo podejmę ryzyko i tak samo dam z siebie 100%, bo warto. Dla tych pięknych chwil szczęśliwości, dla czystości sumienia, że zrobiłem wszystko żeby było dobrze, że nie mam sobie nic do zarzucenia i jeśli w to uwierzę, to jestem na tak.
Bo umiem kochać i dzięki temu jestem wygrany. Umiem poświęcić się, nie jestem asekurantem i nie zakładam najgorszego. Daje szanse, ale też sam decyduje o swoim losie. To jest "moje życie", jaki mi powiedziała mała czarna biorę więc pełną odpowiedzialność za swoje słowa, czyny i za drugą osobę, tylko muszę to czuć, musi być równowaga uczuć, walka, miłość, bez której nie da rady nic przetrwać, choć ryzyko porażki zawsze istnieje, ale bez dedykacji i poświęcenia nigdy nie ma pełnego zwycięstwa.
Święta Wielkiej Nocy to czas refleksji nad życiem i śmiercią. Czas dla rodziny i czas religijnych przeżyć. Czas doceniania tego co mamy i tego kim jesteśmy. Rodzina to moja wartość i dlatego tak bardzo chciałbym abym mógł je spędzać z rodziną moją, całą, dużą, pełną, własną. Znowu muszę być cierpliwy, znowu muszę ułożyć swoje myśli i działania. Znowu muszę poprawić siebie, aby znaleźć to czego szukam.
Bądźcie dzielni wszyscy, jako i ja jestem :) Pozdro
wtorek, 05 kwietnia 2011
Coś napiszę, ale w wolnej chwili, przegadałem i wiem co mam robić. "I am tired using technology, but it's inevitable to use it"
piątek, 12 listopada 2010
Postanowiłem zakończyć bloga, ale i otworzyć go dla wszystkich, bo już nie będzie nowych wpisów i rozkminek. Po kolejnych 2 miesiącach razem z Małą Czarną, wiem że wreszcie znalazłem kobietę, w której pasuje mi ogromnie dużo, a reszta też mi się podoba. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że się zakochałem w sposób świadomy. Ważne jest, że wiem iż ta relacja patrząc od strony zdroworozsądkowej ma przyszłość i podstawy aby trwać. Podobne statusy materialne rodzin, podobne wychowanie odebrane, uzupełniające się doświadczenia życiowe, siła obu charakterów i zdolność do kompromisów na podobnym poziomie. Bardzo dużo nas łączy, niewiele nas dzieli. Pokazałem się jej od gorszej strony. Wie, że mam tendencje do rządzenia, miałem sporo kobiet, lubię wypić ze znajomymi, lubię hazard, jestem porywczy, pluję na ulicy i puszczam brzydkie bąki. Mam nadwyżkę testosteronu, która braki w czuprynie skompensowała mi królewskim dywanem, na którym składać głowę mogą tylko księżniczki. Jestem głośny, lubię chamskie kawały i mówię innym co mają robić. Więcej grzechów nie pamiętam. Są szanse, że będzie z tego coś fajnego, bo już zakończyliśmy etap landrynkowego zauroczenia, gdzie decyzje podejmowane były bez głowy, a moje ciśnienia na związek wystraszyło małą dziewczynkę, która uciekła i zamknęła się w sobie. Zaliczyliśmy etap ochłodzenia, zdystansowania i dlatego teraz mogliśmy jeszcze raz podejść do tego w sposób naprawdę dojrzały. Nie lubimy zwiedzać ruin, wolimy rollercoastery. Nie robi na nas wrażenia wyjazd zagranicę, chyba że w bardzo egzotyczne miejsce. Razem gramy w Texas Hold’ema pijąc na zmianę, whisky z colą, wino lub browary. Jesteśmy kumplami i dobrze się razem bawimy. W łóżku budzę w niej demona seksu, choć twierdzi, że dopiero się przede mną odkrywa. Oglądamy filmy i rozmawiamy przez cały czas jadąc samochodem. Nie nudzimy się, nie kłócimy, bo nie daję mi powodów żebym się wkurwiał. Jak widzi, że nie mam ochoty iść gdzieś, to mówi zostańmy w domu. Chce być ze mną i wie że sama już nigdzie się nie wybiera. Długo szukałem, naprawdę długo. Czasem wydawało mi się, że lepiej mają Ci, którzy związali się z licealną miłością, że im to fajnie. Że tak szybko znaleźli, że mają kogoś. Ale tu nie chodziło o „posiadanie kogoś”, tutaj chodziło jak we wszystkich jebanych komediach romantycznych o znalezienie miłości swojego życia, tej jedynej, z którą proza życia będzie lekką nam obojgu, a szczęśliwe chwile będą szczęśliwsze bo przeżywane będą wspólnie. Dla takiej osoby warto czekać. Między Bogiem a prawdą to była pierwszą z czterech kobiet w których się zauroczyłem od pierwszego wejrzenia. To było dla mnie kluczowe, kurewsko ważne, że od razu mi się spodobała. Tylko to dawało szanse, że kiedyś powiem jej że jest najpiękniejszą kobietą na świecie i nie będzie to bardzo dalekie od prawdy. Ona była w tej policzalnej na palcach jednej ręki grupie. Była drugą z którą miałem coś więcej wspólnego od strony fizycznej. I w koncu pierwszą, która tak samo mocno zakochała się we mnie, jak ja w niej od samego początku. I właśnie o to chodzi, żeby być dla kogoś pierwszym, najlepszym i jedynym przez całe życie. Dla mnie przeszłość jest cenna, ale przyszłość kluczowa. Te doświadczenia, które zdobyłem mogę wykorzystać, aby jeszcze bardziej uszczęśliwić kobietę, którą wybrałem. Oddzielam grubą kreską wszystkie inne, bo wiem że nie dadzą mi tego co daje mi ona. Nie dadzą na dłuższą metę. Choć wiem, że jeszcze na niejedną próbę wierności zostanę wystawiony i jeszcze nie raz przyjdzie mi walczyć z pierwotnymi instynktami, to jednak wiem, że siła prawdziwego uczucia zawsze się obroni. Rachunek zysków i strat jest jednoznaczny – nie opłaca się, a doświadczenie podpowiada, że nie istnieje życie po zdradzie, zawsze będzie rysa, zawsze będzie coś. Nigdy nie wiadomo jak będzie, wszystko jest zmienne, ale prognozy dla nas są dobre. Myślę, że dałem z siebie trochę dobra w życiu. Jeśli mogłem to pomogłem innym. Wierzę, że teraz to do mnie wróciło i już nie odejdzie, bo za wszystkie grzechy kara już mnie na ziemi spotkała. Teraz jestem spokojny i szczęśliwy, niczego nie muszę udowadniać i niczym nie muszę się popisywać. Nauczyłem się kobiet i pomogło mi to znaleźć tą jedyną. Zamykam rozdział ostatnich dwóch lat od rozwodu. Zaczynam nowy etap, najpiękniejszy i najbardziej przeze mnie wyczekiwany. Życzcie mi szczęścia, choć jestem pewien że się uda. Ja też wam życzę tego samego, wystarczy wierzyć. Wszystko zaczęło się wtedy, gdy byłem na to gotowy. Wpis „W seksie szukamy pociechy, gdy cierpimy na niedostatek miłości...” dał temu początek. Spraw żeby cały świat pomógł Ci osiągnąć cel, a na pewno się uda :) Pozdrawiam serdecznie i bawcie się dobrze R.
czwartek, 21 października 2010
Wszystko ok. Jestem spokojny, zrelaksowany. Układa się z Małą Czarną naprawę fajnie. Stara się, a że naprawdę nie tak trudno zaspokoić faceta, to mam pełny luz. Gotuje, sprząta po sobie i się nie marudzi. Jutro impreza firmowa z open barem, za tydzień imieniny Karola i też open bar all night. Raz z nią, raz bez niej. I tak dobrze i tak. Jeżeli wypijemy żołądkową miętową na lufki to znaczy, że znalezłem to czego szukałem jesli chodzi o kobietę interloutora. Wiadomo, że ona pije po pół a ja po calaku, ale inaczej zbierałbym ją z deski klozetowej przy moich możliwościach :) Czy dziwkarski popęd do innych lasek umiera naturalnie? Nie wiem, ale na pewno wiem, że mi się nie chce nic w tym kierunku robić. Przestałem się umawiać z innymi. Mam to w dupie po prostu. Jak będę miał chwilę to zacznę wreszcie pisać nowego blogersa, ale na razie nie mam czasu. Bawcie się dobrze beze mnie, ja idę pić :D pozdro300
środa, 13 października 2010
Tak sobie pomyślałem, czy nadal potrzebuje pisać. Myślę, że tak, ale raczej o sobie, schowany za podwójną gardą, gdzie nieliczni zobaczą i wiedzieć będą coś o mnie. Myślę, że mój etap singlowania i strzelania bramek zakończył się i najwyższy czas powiesić już buty na kołku. Nie chce mi się to raz, a świadomość, że ktoś jest obok, powoduje, że wolę skupić się na innych kwestiach i myślę, że zacznę nowego bloga w trochę innej formie i trochę o czym innym. Dam wam znać :) |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
|